Poznaj Szczecin

  • Warto być i zobaczyć
  • Hotele
  • Restauracje
  • Galerie
  • Kawiarnie
  • Filharmonia
  • Teatry
  • Kluby
  • Kina
  • Hostele
  • Pensjonaty
  • Winnice
  • Pizzerie
  • Atrakcje wodne
  • Inwestycje
  • Lubię Szczecin
  • Parkingi strzeżone
  • Parkingi dla autokarów

Zatruta morską pieśnią

Zatruta morską pieśnią

Czy ktoś z Was pamięta dzień 14 czerwca 2008 roku?

Był to jeden z pięknych, czerwcowych dni, kiedy spacerujesz pod prysznicem gwiazd. Jeden z tych dni, kiedy widząc spadającą gwiazdę, nie zastanawiasz się, jakie wypowiedzieć życzenie – jesteś po prostu szczęśliwy. W Szczecinie odbywały się wtedy Dni Morza. Na Wałach Chrobrego gościły księżniczki wśród statków, piękne żaglowce – majestatyczny Kruzenshtern i Dar Młodzieży. Ja ten dzień zapamiętałam jako przełomowy w moim życiu.

Do Szczecina przyjechałam, by rozpocząć studia. Pochodzę z miasta w samym środku Polski, z krainy słynącej z jezior. Jednak dopiero tutaj, w Szczecinie, poznałam smak morskiej przygody. Zainteresowałam się szkołą morską o bogatych tradycjach. Odbyłam swoją pierwszą praktykę nawigatorską na Nawigatorze XXI. Pełniłam całonocne wachty, pijąc hektolitry kawy i słuchając opowieści o świecie morza, o którego istnieniu do tej pory nie wiedziałam. Widok mundurów i charakterystycznych czapek szkoły morskiej zawsze wywoływał mój uśmiech i czasami potrafiłam przejść kilka ulic bezinteresownie, po to by jedynie popatrzeć na sylwetkę w mundurze.

Podczas Dni Morza poznałam Rosjan, którzy błądzili w poszukiwaniu jedzenia. Oczywiście, zaprowadziłam ich do Mak Kwaka. Moi rosyjscy przyjaciele byli wniebowzięci i do tej pory z rozrzewnieniem wspominają najlepsze polskie kebaby. W podziękowaniu dostałam zaproszenie na pokład Kruzenshterna. Wieczorem, gdy już „zaokrętowałam się”, uczestniczyłam w najcudowniejszym spektaklu w moim życiu. Dzięki uprzejmości marynarzy leżałam na najwyższym pokładzie, z głową błądzącą wśród masztów, mając nad sobą niebo rozbłyskujące tysiącem barw sztucznych ogni.

Zakochałam się. Na dobre przepadłam. A w głowie słyszałam niekończącą się pieśń morza, za każdym razem, kiedy przychodziłam na Wały Chrobrego i patrzyłam na świat, przywodzący na myśl wspaniałą przygodę.

Mój zapał marynarski nie skończył się wraz z Dniami Morza. Kolejny rok poświęciłam na intensywną naukę, by poprawić soje wyniki egzaminów i dostać się na wymarzoną Akademię Morską. Podczas kolejnych Dni Morza, jako jedna pierwszych zgłosiłam swoją kandydaturę by zostać oficerem łącznikowym i uczestniczyć w tym wielkim, żeglarskim święcie jak najpełniej. Były to trzy dni wytężonej pracy, ale też niezapomnianej przygody.

Uczestniczyłam we wszystkich atrakcjach, przygotowanych dla załóg. Miałam okazję sterować jedną z najwdzięczniejszych jednostek podczas parady Old Timerów, czując niebywałą dumę, widząc te tłumy na nabrzeżu. Uczestniczyłam w prawdziwej żeglarskiej biesiadzie, słuchałam rosyjskich romansów na pokładzie żaglowca. Ale przede wszystkim spełniłam swoje marzenie by być wśród marynarzy i chłonąć ich historie, przeżycia, doświadczenia.

A kiedy jednostki wypływały, stałam na nabrzeżu i z łezką w oku żegnałam swoich przyjaciół. Z zaciśniętą do bólu dłonią obiecałam sobie, że już nigdy nie będę patrzeć, jak ktoś odpływa. To ja miałam stać na pokładzie i zegnać coraz bardziej oddalający się ląd. Od tej pory nie wyobrażałam sobie, że moje miejsce może być gdzieś indziej, niż wśród marynarskiej braci.

Obecnie jestem studentką szkoły morskiej, w przyszłości chcę zostać oficerem-nawigatorem. Być może nawet uda mi się postawić magiczne kpt ż.w. przed nazwiskiem…?

A Szczecin zawsze będzie mi się kojarzył z brzmieniem morskiej pieśni, która swą słodką nutą zatruła mi duszę.

Anna MariaAnna Maria:
Studentka Akademii Morskiej w Szczecinie.
Copyright 2017 Miasto Szczecin
Kontakt