Poznaj Szczecin

  • Warto być i zobaczyć
  • Hotele
  • Restauracje
  • Galerie
  • Kawiarnie
  • Filharmonia
  • Teatry
  • Kluby
  • Kina
  • Hostele
  • Pensjonaty
  • Winnice
  • Pizzerie
  • Atrakcje wodne
  • Inwestycje
  • Lubię Szczecin
  • Parkingi strzeżone
  • Parkingi dla autokarów

Moje wspomnienie Szczecina...

Moje wspomnienie Szczecina...

Pamiętam z lat dzieciństwa, kiedy spozierając na olbrzymią mapę ścienną tuż obok dużego obszaru miasta Szczecin widziałem mały punkcik o, jak wtenczas mi się wydawało – śmiesznej nazwie – Police. Oczywiście niebawem wytłumaczono mi, o co chodzi z tymi Policami. Sam Szczecin wydawał mi się miastem fascynującym, przynajmniej na fotografiach, bo odwiedziłem go znacznie później. I żałowałem wtedy, że nie zawędrowałem tam wcześniej.

Na początku 2008 roku, gdy ze swoją narzeczoną, a obecnie żoną planowaliśmy wakacyjny wyjazd, rzuciłem propozycję podróży do Szczecina. Podzieliliśmy urlop na dwie części. Pierwsze dni spędzamy w Szczecinie, z małym jednodniowym wyjazdem do Świnoujścia, a drugą część w Trójmieście. Trójmiasto zawiodło nas bardzo. Ja byłem tam – może to wydać się śmieszne – po raz pierwszy i chyba ostatni. Trójmiasto, a zwłaszcza Gdańsk kojarzył mi się z realizmem magicznym zawartym w książkach Pawła Huelle, lecz w rzeczywistości takim nie był. Miasto jest mocno przereklamowane. Ale nie o tym miało być.

Do Szczecina przybyliśmy w drugiej połowie sierpnia. Pogodę mieliśmy idealną, więc całymi dniami chodziliśmy po mieście, a nierzadko wychodziliśmy poza jego granice. Tak między innymi trafiłem w samo centrum przyległych Polic, które też mają swój urok.

Pierwsze co bardzo nas zaskoczyło to komunikacja miejska, która jest bardzo dobrze zorganizowana. Idąc z dworca kolejowego małą, malowniczą uliczką doszliśmy na przystanek tramwajowy. Podczas rozmowy telefonicznej pracownicy PTSM-u powiedzieli nam, że aby się dostać do Schroniska mamy wsiąść w tramwaj linii 1. Jak przed każdym wyjazdem do nieznanego miasta zaopatrzyłem się wcześniej w mapę. Na pięknej zadrzewionej ulicy 3 Maja wyłonił się słonecznie żółty skład tramwajowy. Wsiedliśmy i pomknęliśmy na przód.

Przy okazji tej tramwajowej podróży z ciężkimi plecakami na barkach zobaczyliśmy trochę miasta, tego miasta, w którym mieliśmy spędzić najbliższe kilkanaście dni. Piękne ulice, place których w tym mieście jest ilość wręcz niepoliczalna, wspaniały budynek poczty, górujący nad całym miastem wieżowiec PŻM... zauroczyło nas to wszystko.

Po mniej więcej kwadransie jazdy tramwajem, wyczerpani wcześniejszą kilkugodzinną jazdą pociągiem z Łodzi, dojechaliśmy do ulicy Piotra Skargi. Wiedzieliśmy, że mamy do pokonania jeszcze około 200, może 300 metrów. Poszliśmy ulicami Korony Królowej Polski, a następnie Monte Cassino. Wyłonił nam się bardzo zgrabny, dwupiętrowy, piaskowo żółty budynek Szkolnego Schroniska Młodzieżowego CUMA.

Było by grzechem gdybym przy okazji wspominana Szczecina pominął CUMĘ, bo przecież baza noclegowa jest bardzo ważna, szczególnie, jeśli chodzi o przyjezdnych turystów. Domyślam się, że Szczecin ma piękne, luksusowe hotele jednakże my zarezerwowaliśmy sobie miejsce w PTSM-ie. Nie dość, że ów budynek usytuowany jest w bardzo zacisznym miejscu, tuż na tyłach Jasnych Błoni, to posiada przesympatyczną obsługę (knowing a few foreign languages), pokoje jak i cały obiekt jest dobrze wyposażony. Czuliśmy się tam bardzo komfortowo. Poza tym spotkaliśmy sporo ciekawych ludzi, nie tylko z Polski, ale m.in. z Niemiec, Francji i Turcji. Co do samego Schroniska to powiem z czystym sumieniem, że jest to najlepszy tego typu obiekt, w jakim było mi dane przebywać.

Tego samego dnia, tuż po rozpakowaniu bagaży wybraliśmy się jeszcze po większe zakupy żywności. Wszystko po to, aby kolejne dni poświęcić już tylko na zwiedzanie i poznawanie miasta.

Zaczęliśmy od zwiedzania starego miasta, wszystkich, nawet tych najmniejszych uliczek. Zawędrowaliśmy do kilku muzeów, a na koniec do Zamku Książąt Pomorskich. Nie sposób słowami opisać cały jego urok. Ale gdy tam traficie i staniecie na dziedzińcu spójrzcie w górę na niezwykły zegar.

Kolejny dzień zaprowadził nas na okazałe, ogromne Wały Chrobrego, gdzie tuż obok znajduje się mały drewniany Domek Grabarza. Polecam nocny widok z Trasy Zamkowej na wspomniane wcześniej Wały. Z niezliczonych placy Szczecina szczególnie godne uwagi są: Plac Orła Białego z przepiękną fontanną Orła Białego i Pałacem pod Globusem w tle. Zwróćmy także uwagę na dwa sąsiednie pałace: Klasycystyczny i Joński. Jeśli pójdziemy w górę ulicy to tylko kilka kroków dzieli nas od Bazyliki archikatedralnej św. Jakuba. Jak gdzieś wyczytałem przed II wojną światową była ona oddzielona od Placu szeregiem kamienic, ale nie potrafiłem sobie tego wyobrazić. Niestety nie znalazłem też żadnych fotografii z tego okresu. Później udaliśmy się pod Klub 13 Muz, po drodze natknęliśmy się na oryginalny pomnik Anioła Wolności. Strzelisty monument upamiętnia wydarzenia grudniowe 1970 roku, kiedy to w wyniku wystąpień robotników na ulicach Szczecina zginęło 16 osób. Z tego co wiem władzom miasta niespecjalnie podoba się ten pomnik. A szkoda, w moim odczuciu jest naprawdę ładny i pomysłowo wykonany, tylko do jego odbioru trzeba użyć nieco wyobraźni.

Następne dni minęły nam na kolejnych i jakże długich spacerach oraz jeżdżeniu komunikacją do nieco odleglejszych zakątków miasta. Tak trafiliśmy do Osowa, a w drodze powrotnej na osiedle Arkońskie. Tak natrafiłem na opuszczony domek-pałacyk położonym w parku im. Fryderyka Chopina, tuż przy zbiegu ulic Chopina i Broniewskiego. Po powrocie starałem się dotrzeć do jakiś informacji na temat tego obiektu. Udało mi się ustalić, co kiedyś tam się mieściło. Jest to jeden z dawnych budynków mieszkalnych dawnego zakładu opiekuńczego (czyli domu opieki społecznej), po niemiecku Kücken Mühle, powstałego w czwartym ćwierćwieczu XIX wieku. Odwiedziłem także tereny osiedla Pogodno mieszczącego się w dzielnicy Zachód. Dlaczego właśnie Pogodno? Oczywiście z uwagi na jeden z lepszych polskich niezależnych zespołów muzycznych – Pogodno. Oj mało jest zespołów z takimi pomysłami i z taką charyzmą. Ich płyty, a zwłaszcza pierwsze trzy na zawsze pozostaną w moim sercu. Jeśli wkroczyliśmy już na temat muzyczne to nie można zapominać, że kolejny świetny zespół pochodzący ze Szczecina to Hey.

Ale wróćmy dalej na trasę wycieczki. Ostatniego dnia postanowiliśmy wybrać się pod Stocznię Szczecińską Nową, gdzie w 1970 roku trwał strajk. Niestety na terenie stoczni nigdy nie byłem, ale widocznie z daleka żurawie robią wrażenie. Ten widok zaowocował kolejną serią zdjęć. Prosto spod Stoczni udaliśmy się na Cmentarz Centralny. Przyjechaliśmy tam głównie dla znajdującego się na jego terenie Wiatraka Holenderskiego. Ale to, co zobaczyliśmy za bramą doprowadziło mnie do ciężko wyrażalnego uczucia. Jakkolwiek to zabrzmi – nie wiedziałem tak fantastycznego cmentarza. Cmentarz jak się później dowiedziałem jest największy w Polsce. W życiu nie widziałem tak pięknie zadrzewionej i pełnej żywopłotów i całej masy innych roślin nekropolii.

Następnego dnia ze smutkiem stawiliśmy się na równoległym peronie do tego, na którym wysiedliśmy i stąd wyruszyliśmy w dalszą drogę. Ostatni rzut oka na Odrę, gwizd dyżurnego ruchu i pociąg ruszył.
Były to wspaniałe chwile. Żałuję tylko, że nie dotarliśmy wtedy na Gocławską Wieżę Widokową. Ale jak to mawiają: co się odwlecze to nie uciecze. Do Szczecina na pewno jeszcze wrócimy. A kto wie... być może i za kilka lat na stałe? To naprawdę piękne i malownicze miejsce. Warto je odwiedzić, ale warto też, by jego mieszkańcy zainteresowali się swoim miastem, bo trochę mam wrażenie, że nie doceniają miejsca, w którym mieszkają.
 

Łukasz ModrzejewskiŁukasz Modrzejewski:
Mieszkaniec Łodzi, lat 24, absolwent filologii polskiej, niepoprawny marzyciel, od kilku miesięcy szczęśliwy mąż, entuzjasta i pasjonat muzyki, kolekcjoner płyt. Obecnie pracuje jako PR-owiec ds. projektu w studiu reklamowym.
Copyright 2019 Miasto Szczecin
Kontakt